Ogród, którego nie było w planach
Pewnego dnia dwoje ludzi otrzymało w darze maleńkie nasionko. Marzyli o ogrodzie pełnym prostych ścieżek, wysokich drzew i kwiatów, które zakwitną dokładnie wtedy, gdy nadejdzie ich pora. Mieli już w…
Pewnego dnia dwoje ludzi otrzymało w darze maleńkie nasionko. Marzyli o ogrodzie pełnym prostych ścieżek, wysokich drzew i kwiatów, które zakwitną dokładnie wtedy, gdy nadejdzie ich pora. Mieli już w…
Są rzeczy, które dla większości z nas są tak oczywiste, że nawet się nad nimi nie zastanawiamy. Wyjście z domu, dotarcie do lekarza, spacer, wejście po schodach czy zwykłe wstanie…
Wczorajsza wizyta w pracowni tomografii komputerowej to nie był zwykły punkt w kalendarzu. To kolejny przystanek w naszej drodze z wodogłowiem zastawkozależnym, pełen cichego napięcia, nadziei i troski. W tym tekście opowiadam o badaniu TK mojej córki Emilii, o czuwaniu, które stało się częścią codzienności, i o tym, jak medyczne procedury splatają się z bardzo ludzkimi emocjami.
Codzienność z niepełnosprawnością to nie tylko leczenie, ale i niekończąca się walka z systemem. W jeden dzień można przeżyć więcej niż inni w miesiąc – od wielomiesięcznych kolejek po pięciominutowe decyzje o przyszłości.
Gdy świat się spieszy, my idziemy swoim tempem. Ona na wózku, zawsze krok przede mną. Ja spoglądając na nią czujnym wzrokiem zawsze na tyle blisko by wspierać i na tyle daleko by dać przestrzeń do rozwinięcia skrzydeł.
Przez te wszystkie lata walki z chorobą Emilii sięgaliśmy po różnorodne środki by dotrzeć do ludzi o dobrych sercach, którzy wesprą nas w tej nierównej walce. Dziś Facebook przypomniał mi artykuł z Gazety Opoczyńskiej sprzed 9 lat.